sobota, 5 grudnia 2015

Hi there!

Volvo dla zwrócenia uwagi, żądam w trybie natychmiastowym.
Siemano. Dziś nawet nie do końca wiem co napisać. Jestem świadom tylko faktu, że przypomniałem sobie o istnieniu tego bloga dnia czwartego grudnia, pod wieczór. Czyni to jakieś 40 minut wstecz od momentu w którym piszę to zdanie. Postanowiłem sprawdzić co się tu dzieje, a raczej co pisałem będąc jeszcze młodym i pełnym energii człowiekiem. Korzystając zatem z resztek światła świeczki, której resurs w tym momencie kończy się niczym późnych 2.5 TDI, drżącymi rękoma wpisałem adres w przeglądarkę. 
Czy coś rzuciło mi się w oczy niemal błyskawicznie? A i owszem. Jakość wpisów pod względem gramatycznym jest tak powalająco niska, że mam ochotę wszystko usunąć w trybie natychmiastowym. Co gorsza, mam wrażenie że mój poziom umiejętności językowych w zakresie polskiego nie tylko nie uległ znaczącej poprawie, ale wręcz obniżył się. Serio, nie mam szczególnej ochoty za dużo pisać, by nie robić z siebie debila. Przeciwnie natomiast wygląda sprawa chęci usunięcia całej zawartości bloga, wszystko mam ochotę puścić z ogniem, prosto w otchłań zapomnianych przez życie internetów. Na razie jednak zostawiam go tak jak jest. Pomysł na ten wpis przyszedł mi do głowy chyba tylko z uwagi na to, że tego bloga zakładałem już 5 lat temu. Kawał czasu. Oto co z grubsza działo się w tym okresie. Po primo - kupiłem i sprzedałem swój pierwszy samochód. Potfur z trzybiegowym automatem, palący w porywach do 30 litrów LPG na setkę, komfortowy niczym krążownik najwyższej klasy, mały miejski Zaperdalac. Po secundo - miałem okazję prowadzić pojazd z silnikiem diesela rodem z Rama 2500 - 6.7 Cummins. Moment obrotowy wprost wyrywał do przodu... autobus o długości 12 metrów. Bowiem objeździłem jako kierowca na placu więcej autobusów niż samochodów osobowych, to niestety nie żart. Strach pomyśleć, co ten silnik robi z małym, niemal trzykrotnie lżejszym (w porównaniu z autobusem) pojazdem wielkości amerykańskiego pickupa. Po trzecio - straciłem niestety zapał do pisania o motoryzacji, po prostu nie mam ochoty poświęcać na to całego swojego wolnego czasu. Cóż, motoryzacja choć ważna nie zajmuje mi już tyle myśli i czasu co kiedyś. Po quattro Haldex - samochody stały się dla mnie bardziej jałowe niż kiedyś - przez większość dni w roku niezależnie od tego czy wsiądę do zadbanego W126 czy nowej Fabii w TSI, dokonam tylko prostej kalkulacji typu chcę/nie chcę. Przykre? Nie wiem, pewnie tak. Po cinquecento - wszystko obróciło się u mnie o 360*, niczym Tytus Bomba wraz ze swoją załogą. Wreszcie, coś się zaczęło dziać. Niestety najprawdopodobniej nie wrócę już do prowadzenia tego bloga. Ja wypaliłem się chyba nawet zanim zacząłem palić się na dobre. W sumie dotyczy to wszystkich. Patrzcie takiego Złomnika, chłop po prostu miał już dosyć. Inna sprawa, że pisze nowego bloga, znacznie zresztą lepszego (jeśli ktoś zapyta mnie o zdanie) aniżeli póżny Złomnik. Co dalej, czy ktoś jeszcze usłyszy samochodowe wywody D.? Tego nie wiem, prawdopodobnie gdy zaczepicie i spytacie mnie o coś na ulicy, to po zaproponowaniu piwa, kebsa, fajka czy nawet butelki wody z pobliskiego sklepu z płazem gęba mi się nie zamknie przez kolejne dwie godziny. Jedno jest pewne - szukam sobie nowego samochodu, poszukiwania te mogą trwać. Jednak gdy już uda mi się dorwać moje wymarzone 4 kółka - Basista za kierownicą zostanie zmuszony do zrobienia rundki i opisania tego mrożącego krew w żyłach i trzymającego w napięciu zjawiska.
Hej då.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz